Opowiem ci bajkę, jak Tusk palił trawkę
Premier palił trawkę. Zaciągał się. Chryste Panie, Boże jedyny, co za wstyd w naszym kraju, ojcze w radio ratuj nas! To już Bill Clinton jakoś z takich sytuacji wybrnął. Tak, zaskakująca jest hipokryzja Polaków w pewnych sytuacjach. Skrytykują pijanego prezydenta, skrytykują premiera, który w czasie lat młodzieńczych miał te i owe wyskoki, bo wolą słuchać o kryształowej przeszłości braci Kaczyńskich i Ojca Rydzyka Niepokalanego. Nikt nie zauważa, że Tusk przyznaje się do rzeczy jak człowiek, zachowuje się w tym momencie jak człowiek, nie jak ktoś, kto uznał, że mu nic nie grozi - szczerze i jawnie oznajmił urbi et orbi że jego życie to nie jest jakaś nieskalana używkami epopeja narodowa. Po prostu dał do zrozumienia, że był takim nastolatkiem, jak każdy i nie stronił od pewnych przyjemności, które w dzisiejszych czasach są na porządku dziennym wśród młodzieży. Oczywiście, przez media przetoczyła się fala tak krytyki, jak i przyznawania się przez polityków do ich młodości durnej i chmurnej. A tu ktoś opowiada, jak pił z kolegami, a tu ktoś sugeruje, jak to rozbijał szyby - ot, polityka z ludzką twarzą, najlepszy sposób na to, żeby uzyskać poparcie młodych wyborców, którzy woleliby ich widzieć właśnie takimi.